Autorzy z Pitch Avatar Zespół wyjaśnia, dlaczego ich zdaniem nie powinniśmy się martwić powolnym tempem ekspansji człowieka w kosmos.
Rozczarowanie wenusjańsko-marsjańskie
Ci, którzy znają nasze wcześniejsze teksty, wiedzą, że jesteśmy wielkimi fanami literatury naukowej (zarówno quasi-naukowej, jak i nie do końca naukowej). Razem z bohaterami książek i filmów „żyjemy” na innych planetach od dzieciństwa. Jak wielu innych fanów tego gatunku, szczerze wierzymy, że w przyszłości ludzkość będzie podróżować w kosmos.
Jest jednak oczywiste, że czas, w którym ludzkość śmiało skolonizuje planetę inną niż jej rodzima, nie nadejdzie w najbliższym czasie. Do tej pory bezzałogowe statki kosmiczne odwiedziły znacznie więcej ciał niebieskich niż ludzi. „Przestańcie wysyłać roboty w kosmos! Szybko wyślijmy ludzi na inne planety i zbudujmy tam stacje naukowe i kolonie!” – takie wezwania często słychać od fanów kosmosu, w tym od wpływowych osobistości.
Uważamy zatem, że nie ma powodu do niepokoju z powodu „dominacji robotów” w kosmosie ani do pośpiechu w budowie kolonii pozaziemskich. W gruncie rzeczy nie powstrzymujemy się od podróży na inne planety ani od porzucania Księżyca z powodu lenistwa czy chciwości, ale dlatego, że zdaliśmy sobie sprawę, że nie ma dla nas odpowiedniego miejsca – przynajmniej na razie.
Wczesna fantastyka naukowa zakładała, że planety Układu Słonecznego są do pewnego stopnia odpowiednie do życia. Nie wszystkie, ale te z „grupy Ziemi” – Wenus i Mars – wiązały z nimi wielkie nadzieje. Wystarczy pomyśleć o Herbercie Wellsie czy Edgarze Burroughsie. Wenus, ukryta pod chmurami, wyobrażano sobie jako planetę o wilgotnych tropikach, podobnie jak na Ziemi w okresie jurajskim lub kredowym. Marsa uważano za pustynię, czasem palącą, a czasem mroźną. Nawet wśród poważanych naukowców wielu wierzyło, że planety te są zamieszkane i nadają się do kolonizacji przez ludzi.
Rzeczywistość okazała się rozczarowująca. Wenus jest za gorąca, a Mars za zimny. Wenus bombarduje swoją powierzchnię kwaśnymi deszczami z niezwykle gęstej atmosfery, podczas gdy Mars, z cienką atmosferą w porównaniu z Ziemią, wciąż potrafi rozpętać przerażające burze pyłowe. Księżyce Jowisza i Saturna, mimo że są zbliżone rozmiarami do planet skalistych, również nie spełniły oczekiwań.
Okazuje się, że ludzie nie mogą żyć w żadnym świecie Układu Słonecznego bez skomplikowanych i nieporęcznych systemów podtrzymywania życia. Co więcej, nasz obecny poziom rozwoju technologicznego nie zapewnia niezawodnej, długoterminowej ochrony przed promieniowaniem. Marzenie o wędrówce po Marsie w lekkich skafandrach kosmicznych pozostaje jedynie marzeniem. Gdyby na Wenus panowały warunki tropikalne, a na Marsie panowały warunki równie surowe jak na Antarktydzie (nawet dwukrotnie gorsze), już byśmy tam byli. Niestety, tak nie jest.
Jeśli więc odłożymy emocje na bok i skupimy się na rozumowaniu, eksploracja kosmosu postępuje zgodnie z oczekiwaniami. Jesteśmy wciąż na wczesnym etapie, w którym zasadniczo badamy otoczenie i wyznaczamy cele na przyszłość. W tym momencie sensowne jest rozpoczęcie badań nad sprzętem, następnie wysłanie robotów, a dopiero potem astronautów.
Dlaczego ludzie muszą uczestniczyć w programie „Discovery”?
Przypomnijmy klasykę science fiction – film „2001: Odyseja kosmiczna”. Jednym z głównych wątków fabularnych filmu jest konflikt między załogą statku kosmicznego „Discovery” a sztuczną inteligencją HAL 9000. Konflikt ten nie zaistniałby, gdyby „Discovery” był bezzałogowym statkiem. Zgodnie z fabułą, wymyśloną przez Arthura Clarke’a i Stanleya Kubricka, HAL 9000 był w stanie przeprowadzić praktycznie ten sam program badawczy, co ludzie. Jednak w fabule nie dysponował narzędziami do konserwacji i naprawy statku. Dlatego nikt nie powstrzymuje nas dziś przed tworzeniem statków wyposażonych w sztuczną inteligencję zdolną do „samoobsługi”.
Jeden z najwybitniejszych konstruktorów statków kosmicznych w historii, Konstantin Fieoktistow, zauważył kiedyś, że z praktycznego i naukowego punktu widzenia większość cennych informacji, jakie uzyskaliśmy podczas eksploracji kosmosu, pochodziła z bezzałogowych statków kosmicznych. Z drugiej strony, załogowe loty kosmiczne okazały się niezbędne przede wszystkim do serwisowania statków kosmicznych i sprzętu. Oczywiście dostarczyły one cennych informacji na temat zachowania ludzkiego ciała podczas podróży kosmicznych. Na tej podstawie Fieoktistow – który sam był w kosmosie – zasugerował, że powinniśmy skupić się przede wszystkim na rozwoju bardziej zaawansowanych robotów kosmicznych.
Biorąc pod uwagę naszą wiedzę o Układzie Słonecznym, perspektywa Fieoktistowa powinna być prawdopodobnie przyjęta jako główny kierunek rozwoju astronautyki. Adaptacja robota do ekstremalnych warunków panujących w kosmosie, na innych planetach, satelitach i asteroidach jest znacznie łatwiejsza niż adaptacja człowieka.
Oczywiście nie oznacza to, że załogowe programy kosmiczne powinny zostać całkowicie przerwane. Jednak aby pomyślnie zasiedlić inne planety i odbyć loty w głąb kosmosu, konieczne jest rozwiązanie kilku problemów, z których najważniejszym jest narażenie człowieka na niebezpieczeństwo. Kluczowym wnioskiem płynącym z naszych załogowych lotów kosmicznych jest przygnębiająca prawda: w obecnej formie misje te szkodzą ludzkiemu zdrowiu.
Pod wpływem promieniowania kosmicznego erytrocyty astronautów ulegają degradacji o ponad 50% szybciej niż na Ziemi, co zwiększa ryzyko wystąpienia „białaczki kosmicznej”. Ponadto, stan nieważkości negatywnie wpływa na stan mięśni, kości i chrząstek. To, że tak powiem, tylko wierzchołek góry lodowej. Aby kolonizacja kosmosu była udana i trwała, musimy priorytetowo potraktować rozwój nowej generacji technologii kosmicznej, która będzie bezpieczniejsza i wygodniejsza. Ponadto, należy poczynić znaczne wysiłki w zakresie biohackingu, aby lepiej przystosować ludzi do podróży kosmicznych.
A na razie, ponieważ problem bezpieczeństwa ludzi w kosmosie pozostaje nierozwiązany, wciąż mamy do dyspozycji roboty. Na szczęście postęp w dziedzinie sztucznej inteligencji może zapewnić badaniom kosmicznym zupełnie nowe typy bezzałogowych pojazdów.
Do tej pory roboty reagowały głównie na niewielki zestaw programów i poleceń, które docierały z Ziemi w wolnym tempie. Jednak kolejna generacja automatów kosmicznych, obecnie w fazie rozwoju, będzie wyposażona w sztuczną inteligencję. To ulepszenie umożliwi im wykonywanie złożonych czynności porównywalnych z ludzkimi, co będzie szczególnie cenne w sytuacjach awaryjnych wymagających szybkiej reakcji. Takie roboty kosmiczne będą zdolne do autonomicznej pracy tak długo, jak istnieją, „wymyślając” programy działania dla siebie, jeśli ludzie nie będą w stanie im zlecić zadań. Oczywiście, maszyny te będą bardziej wszechstronne i zaprojektowane z myślą o samodzielnej obsłudze, naprawie, a nawet pisaniu i przepisywaniu własnego kodu. Oznacza to koniec „umierania” z powodu zakurzonych paneli słonecznych, zepsutych kół, przepalonych bezpieczników czy błędów programisty.
Na wypadek, gdyby czytelnicy zapomnieli, pragniemy podkreślić, że jesteśmy przekonani, iż prędzej czy później ludzie skolonizują i zasiedlą inne planety. Aby jednak to się stało, najbliższą przyszłość eksploracji kosmosu należy powierzyć robotom ze sztuczną inteligencją. To one szczegółowo zbadają planety Układu Słonecznego i przygotują warunki do lądowania i zamieszkania na nich.
Dlaczego jednak mówimy tylko o Układzie Słonecznym? Prędzej czy później odkryjemy sposób podróżowania między gwiazdami i wyruszymy na eksplorację potencjalnie zamieszkanych światów w naszej galaktyce. Prawdopodobnie do tego czasu będziemy dysponować całkiem solidną listą potencjalnych celów. Z pewnością, wśród awangardy grup badawczych i wraz z kolonistami, te światy zostaną odwiedzone przez różne roboty ze sztuczną inteligencją, bez których wówczas podróże kosmiczne będą po prostu niemożliwe.